niedziela, 13 kwietnia 2014

Fantastyczne światy Marty Kisiel

Dzięki Jankowi, autorowi bloga tramwajnr4.pl, miałam okazję hurtowo zapoznać się z dorobkiem pisarskim Marty Kisiel. Jak dotąd (a piszę te słowa wiosną 2014) składają się nań dwie pozycje: „Dożywocie” z 2010 r. i „Nomen Omen” z 2014, jednak bardzo liczę na kolejne. Niektórzy twierdzą, że "Nomen Omen 2" jest już tuż, tuż.

„Dożywocie” to zbiór opowiadań o perypetiach Konrada Romańczuka, pisarza, któremu spada na głowę spadek w postaci przedziwnego domu w lesie, zamieszkałego przez grupę oryginalnych postaci nie do końca z tego świata. „Nomen omen” to powieść o przygodach Salomei, nomen omen, Przygody, dziewczyny obdarzonej nieco upiorną, choć pełnokrwistą rodzinką. Salka, próbując zdystansować się do ukochanych bliskich, wyjeżdża do Wrocławia i wpada tam w wir wydarzeń, sięgających korzeniami wojennych czasów Breslau.

Marta Kisiel pisze świetnie. Jej książki są zabawne, pełne polotu, skrzące błyskotliwym intelektem autorki. Zapewniły mi kilka godzin relaksu i pierwszorzędnej czytelniczej przyjemności, tym większej, że z racji wykształcenia z prawdziwym wzruszeniem doceniłam pojawiające się na kartach jej książek motywy bliskie sercu każdego filologa, takie jak widmo romantycznego poety czy beenki.

Każdy z bohaterów to małe arcydzieło sztuki kreowania postaci, a za przykład niech posłuży będąca owocem flirtu z popkulturą potężna kałamarnica ukrywająca się w piwnicy, nosząca imię Krakers, a zajmująca się gotowaniem. (Tu nadmienię, że zazdrość rzadko gości w mym sercu, a już zazdrość o sytuację bohaterów literackich w ogóle w nim nie postaje, ale gdy przeczytałam o pisarzu, który dostaje dom w lesie w pakiecie z kucharzem i gospodynią domową, to taka mnie zawiść zalała, że nawet pojęcia nie miałam, że jestem do niej zdolna. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.)

Czy polecam? Bardzo. Jeśli tak jak ja lubicie Pratchetta, polubicie też Kisiel.

Ps. Zaczęłam tę recenzję pisać nocą, ale nie skończyłam, bo obowiązki matki małego dziecka (wierność prawdzie nie pozwala mi napisać „młodej matki”) wezwały mnie na inny odcinek frontu. Przyśniło mi się, że wyszłam na niedouczoną i niedoinformowaną, bo tak naprawdę to Marta Kisiel jest autorką kilkunastu książek. Czego Jej z całego serca życzę :-)

Marta Kisiel, Dożywocie, Fabryka Słów 2010; Nomen omen, Uroboros 2014.

niedziela, 24 listopada 2013

Wszystkie oblicza miłości

Dostałam do rąk książkę z opowiadaniami adresowanymi do dzieci i młodzieży. Współczesne historie łączy to, że każda jest osnuta wokół jednego wersu „Hymnu o miłości” św. Pawła.

„Hymn o miłości” znamy głównie z Mszy ślubnych, jego słowami chętnie opatrywane są zaproszenia ślubne, a czasem wpisywane są w charakterze życzeń dla młodej pary. Piękny przekaz na nową drogę życia, który potem – zdarza się - gdzieś się rozmywa. A przecież miłości potrzebujemy codziennie, bez względu na wiek, stan cywilny i przekonana polityczne czy religijne, bo codziennie, we wszystkich międzyludzkich relacjach potrzeba nam cierpliwości, zdolności by nie unosić się gniewem, nie tracić sił na zazdrość i rozpamiętywanie doznanych krzywd.

Opowiadania Tomasza Kruczka dotyczą relacji w rodzinie i między kolegami, jest kilka historii szkolno-podwórkowych, dwie wakacyjne i jedna detektywistyczna. Wszystkie ukazują, w jaki sposób miłość realizuje się na co dzień. Bohaterowie doświadczają jej w sytuacjach, w których czują się przegrani: Zosia, której grozi jedynka z matematyki na półrocze, Gocha, w wyniku wypadku unieruchomiona w łóżku na długie miesiące, Małgosia i Kubuś, którzy bardzo zawiedli zaufanie rodziców – ot, zwyczajne życie zwyczajnych dzieci, a kiedy w książce pojawia się anioł, jest łysy i nosi dres.

Te historie są wzruszające i bardzo pozytywne. Nie obawiajcie się, że są zbyt pobożne i Was znudzą – „Hymn” św. Pawła jest bardzo uniwersalny i takie też są te opowiadania. Warto podsunąć je dzieciom.

I na koniec dwa słowa o rysunkach: bardzo podobają mi się czarno-białe grafiki Pedra H. Penizzotta.

Tomasz Kruczek, Miłość jest..., Oficyna Wydawnicza Vocatio 2011.

Dzięki uprzejmości wydawcy mam dla Was jeden egzemplarz książki – kto chce ją otrzymać, niech napisze w komentarzu do tej notki, który fragment „Hymnu do miłości” najbardziej do niego przemawia.

niedziela, 3 listopada 2013

Trzecia przygoda Rico i Oskara

To jedna z moich ulubionych par bohaterów literackich: nastolatek Rico, nieco zagubiony w rzeczywistości uczeń szkoły specjalnej i siedmioletni Oskar, geniusz z licznymi obsesjami. Osobno są samotnikami wyrzuconymi na margines życia, we dwóch - przyjaciółmi, którzy razem mogą wszystko.

Ich postaci stworzył Andreas Steinhöfel, niemiecki tłumacz, krytyk literacki i wielokrotnie nagradzany autor książek dla dzieci i młodzieży. Do Polski trafili za pośrednictwem Wydawnictwa WAM, które wydało do tej pory trzy powieści o przygodach chłopców: „Rico, Oskar i głębocienie”, „Rico, Oskar i złamanie serca” i najnowszą - „Rico, Oskar i złodziejski kamień”.

Czytałam wszystkie części. Trzecia jest świetna, tak jak dwie poprzednie. Utrzymana w przygodowym klimacie akcja toczy się wartko, miejscami śmieszy do łez, miejscami wzrusza (też do łez). Tym razem chłopcy wybrali się w daleką podróż, aby odzyskać kamień z kolekcji zdziwaczałego sąsiada nazwiskiem Fitzke, który wyzionął ducha przed drzwiami swojego mieszkania, a kolekcję zapisał w testamencie Rico.

Ani upośledzenie Rico, ani fobie Oskara nie przeszkadzają im wieść życia pełnego przygód, o jakim marzy niejedno dziecko. Ograniczenia utrudniają wiele spraw, ale chłopcy żyją normalnie, co niewątpliwie jest zasługą życzliwych osób, które mają wokół siebie. Powieści Steinhöfela kreują bardzo pozytywny obraz osób obciążonych różnymi problemami, pokazując, że niepełnosprawność czy upośledzenie nie muszą oznaczać wykluczenia ze społeczeństwa.

Pełna przygód i kapitalnych dialogów książka spodoba się i dzieciom i dorosłym. Polecam z pełnym przekonaniem.

Andreas Steinhöfel, Rico, Oskar i złodziejski kamień, Wydawnictwo WAM 2013.

piątek, 1 listopada 2013

Tajemnica pewnego młodzieńca

Kilka lat temu, oglądając „Skarb Narodów” z Nicolasem Dziubkiem Cage'm, zastanawiałam się, dlaczego Polacy nie mogą zrobić filmu, w którym podobną rolę odegrałoby nasze dziedzictwo kulturowe. Co to, Konstytucja 3 Maja gorsza od amerykańskiej?!

Od premiery „Skarbu...” minęło już trochę czasu, polski film na miarę hitu z Nicolasem nadal nie powstał, ale ostatnio ukazała się książka, której ekranizacja będzie przebojem. Prawa filmowe do niej zostały wycenione na milion dolarów i powiadam Wam, jest ona tego warta! Jej autorem jest Zygmunt Miłoszewski, młody (rocznik '76) pisarz mający na koncie cykl poczytnych kryminałów, który tym razem postanowił opowiedzieć nam historię z wielką sztuką w tle.

Thriller pochłonęłam w ciągu weekendu, korzystając z wyjazdu i ulg dla inkubującej (Mąż przeganiał dzieci po Beskidzie Żywieckim i moczył je w hotelowym basenie, a ja czytałam, aż skończyłam). Czytało się doskonale! Dan Brown niech się schowa.

Czwórka głównych bohaterów to cztery różne światy: zasadnicza urzędniczka ministerialna, która jest wybitną znawczynią sztuki i poszukiwaczką zaginionych i rozkradzionych dzieł, cyniczny, przebojowy marszand, bardzo sprytna złodziejka specjalizująca się w kradzieżach dzieł impresjonistów i emerytowany komandos. Otrzymują oni od polskiego premiera nietypowe zadanie, którego podejmują się mimo wysokiego ryzyka. Operacja komplikuje się, co zapewnia czytelnikowi wiele godzin przedniej rozrywki. Stawką jest nie tylko najcenniejsze dzieło z polskich zbiorów muzealnych, „Portret młodzieńca” namalowany prawdopodobnie przez Rafaela Santi, zaginione w czasie II wojny, ale i tajemnica, która była kartą przetargową gubernatora Franka, a i dziś wstrząsnęłaby posadami świata. Są ludzie, którzy nie zawahają się przed niczym, aby nie dopuścić do jej ujawnienia...

Kogo i czego tu nie ma! Kolekcjonerzy i handlarze dzieł sztuki, komandos i terrorysta, podwójny agent z czasów II wojny, miłość. W powieści pojawia się nawet dziesięcioletni Stanisław Lem na zdjęciu ze świąt Bożego Narodzenia. W poszukiwaniu rozwiązania zagadki bohaterowie jeżdżą po świecie, od Stanów po Ukrainę, od Szwecji po Chorwację, a wszędzie ktoś na nich czyha. Historia zaczyna się i kończy w Tatrach, w schronisku na Kalatówkach, które w czasie II wojny było ulubionym miejscem pobytu Hansa Franka i jego ekipy.

Uwielbiam powieści, w których przewijają się postaci historyczne, zawsze skłania mnie to do poszukiwania informacji, gdzie kończy się prawda, a zaczyna pisarska fantazja.

Bardzo polecam Wam „Bezcennego”. Zapewnił mi bezcenne kilka godzin relaksu, czego i Wam życzę.

Zygmunt Miłoszewski, Bezcenny, WAB 2013.

środa, 30 października 2013

W świecie mikrobów

- Mamo, czy ty wiesz, że po każdym wycieraniu nosa powinniśmy... - Piotruś efektownie zawiesił głos, podnosząc wzrok znad książki – myć ręce?
- Niesamowite! - pokręciłam głową z udanym niedowierzaniem. Zlustrował mnie bacznie.
- Ironia?

Po chwili wspólnej lektury (Piotruś czytał, ja zaglądałam mu przez ramię) znalazłam radę idealną dla mojego starszego synka.

- Zobacz, co tu jest napisane! Że trzeba porządnie wydmuchiwać nos, a nie pociagać nim, bo wtedy zamiast wydmuchać bakterie, zatrzymujemy je w sobie i to kończy się poważnymi infekcjami!

W odpowiedzi Piotruś zamruczał coś pod nosem i, oczywiście, pociągnął nim.

„Te okropne bakterie” Piotra Haraszewskiego to interesująca publikacja dla przedszkolaków, z której dowiedzą się wielu innych pożytecznych rzeczy na temat higieny i troski o zdrowie – m.in. że regularne wypróżnienia są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, że należy zamykać klapę od sedesu, jak korzystać z bidetu, do czego służą włoski w nosie, a do czego absolutnie nie służy szczotka klozetowa.

- Michał, Michał, patrz! - wykrzyknął Piotruś ze zgrozą podszytą fascynacją – chłopak myje zęby szczotką do sedesu!!!

Bakterie narysowane przez Jakuba Kuźmę są bardzo przekonujące – każdy z nas chciałby trzymać się z daleka od tych paskudów, brrrr. Za to przeganiające ich pałkami białe krwinki w czapkach amerykańskich policjantów budzą respekt i zaufanie. Jednak możemy spać spokojnie, uff :-)

Piotr Haraszewski, Te okropne bakterie, Wydawnictwo Kefas 2009.

Dzięki uprzejmości wydawcy mam dla Was jeden egzemplarz książki. Aby go zdobyć, w komentarzu do tej notki proszę podać Wasze wypróbowane sposoby na zachęcenie dzieci do mycia rąk. Czas zgłaszania odpowiedzi - do godz. 23.59 w niedzielę 3 listopada.


poniedziałek, 21 października 2013

Przygoda w bibliotece

Z czułością i dumą przedstawiam Wam moją najnowszą książkę, która jest adresowana do dzieci rozpoczynających naukę w szkole.

Książka o przygodzie Jasia i jego kolegów pomaga dziecku zaaklimatyzować się w szkole, ukazując ją jako przyjazne miejsce, gdzie spotka życzliwych dorosłych i sympatycznych rówieśników.

Można ją dostać w prezencie, można kupić z autografem - szczegóły tutaj.

Oczywiście polecam :-)

Dorota Smoleń, Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter, Wydawnictwo Bliżej Przedszkola 2013.


niedziela, 20 października 2013

Świat, którego już nie ma

Odkąd przeczytałam „Rauskę” Teresy Oleś-Owczarkowej, niecierpliwie wyglądałam kontynuacji losów Alusi. Z entuzjazmem siegnęłam po drugą powieść tej autorki, „Mrówki w płonącym ognisku”. Alusi ani na lekarstwo. Dopiero pod koniec książki okazało się, że...

„Rauska” była opowieścią o wojennych losach rodziny Przyczyńskich wywiezionej na roboty do Niemiec, „Mrówki...” to rozpisana na wiele głosów historia polskiej wsi powojennej, z jej biedą, prostą pobożnością, pijaństwem, cieżką pracą i zwykłymi, a czasem niezwykłymi losami ludzkimi. Autorka ma wspaniały dar opowiadania, więc czyta się świetnie. Narratorką powieści jest dziewczynka, która wychowuje się u babci na wsi, tęskni za ciężko pracującymi i rzadko widywanymi rodzicami, a z czasem coraz bardziej wsiąka w wieś, która traktuje ją jak swoją. Mała Tereska chodzi od chaty do chaty, je chleb ze smalcem, którym chętnie częstują gospodarze, słucha piosenek, które kobiety nucą przy robocie, przygląda się codziennemu życiu, wącha bzy i jaśminy. Prowadzi czytelnika przez wieś, której dzisiaj już na próżno szukać. Na wsiach nie ma już tamtej powojennej biedy, ale zniknęła też otwartość na drugiego człowieka. Starzy mieszkańcy poumierali, a nowi w odnowionych domach bacznie obserwują nieznajomych kręcących się po okolicy. Sąsiedzi odgrodzeni są od siebie wysokimi parkanami, sąsiadki nie spotykają się już na zimowym darciu pierza czy praniu w rzece. Jest czysto, nowocześnie i obojętnie.

Czytałam historie Róży, Antka, Mańka, Szczepana, wstrząsającą historię Andzi, niezwykłą opowieść o losach Staszka i przypominałam sobie moje wspaniałe wakacji u Babci, zabawy z kuzynami i słyszane tam wtedy opowieści, piosenki i wiersze. Pamiętam historie o duchach żołnierzy radzieckich, których po jakiejś bitwie pochowano w polach, pod drogą zwaną „Poprzycznią”, bo biegła w poprzek pól. Duchy ukazywały się wielu osobom: kiedy wujek Kazek wracał rowerem od narzeczonej, nagle z ciemności zaatakował go wielki czarny pies, wujek go kopnął i pies zniknął. Innym razem pewien gospodarz wracał po nocy i nagle coś spłoszyło konie, stanęły dęba i nie chciały iść dalej.  Chodziliśmy tamtędy od Babci do Cioci Tereni i zawsze spieszyliśmy się, by zdążyć przed zmrokiem, bo wiadomo, że z duchami nie ma żartów. Po latach na tamte świadectwa patrzę przez palce, bo ludzie, którzy je składali, w chwili spotkania z duchem nie byli zupełnie trzeźwi, ale duchy spod Poprzyczni były ważnym składnikiem mojego dzieciństwa, więc nie wyrzeknę się ich tak łatwo. Podobnie jak zapamiętam na zawsze Babcię, śpiewającą pieśń o Matce Bożej Gidelskiej i jej recytację „Powrotu taty” Mickiewicza, który poznałam z jej ust dużo wcześniej, niż poszłam do szkoły.

Opisując wieś swojego dzieciństwa Autorka czyni z niej metaforyczny obraz zmieniającego się życia na ziemi, ewoluującego od prostoty i pełnego zawierzenia Bogu do dzisiejszej pedzącej nowoczesności, w której zostawiamy coraz mniej miejsca dla Stwórcy i coraz rzadziej patrzymy w gwiazdy. A czasem warto się zatrzymać, rozejrzeć po świecie i zastanowić nad sobą, zadając sobie dwa uniwersalne pytania: Skąd przychodzimy? Dokąd zmierzamy?

Piękna, refleksyjna książka. A co z Alusią? Przeczytacie, dowiecie się :-)

Teresa Oleś-Owczarkowa, Mrówki w płonącym ognisku, Wydawnictwo M 2013.