czwartek, 21 kwietnia 2016

Na co Koala nie pozwala?

Jeśli wydaje Ci się, że Koala to taki milusi misiaczek-pysiaczek-przytulaczek, z którym możesz zrobić wszystko, co Ci się żywnie podoba, to Rafał Witek z Emilią Dziubak szybko wyprowadzą Cię z błędu. 


Ta książeczka to jedna z lepszych, jakie ostatnio dostałam do ręki. Wydawnictwo Bajka po raz kolejny udowadnia swoją klasę i styl. Króciutkie rymowane teksty zilustrowane kapitalnymi rysunkami tworzą zabawną, śliczną lekturę dla młodszych i starszych dzieci. Twardość kartek i długość tekstu są idealne dla dwulatka, który głównie przerzuca strony, a dowcip doceni każdy. Pokażcie mi ośmiolatka, który nie roześmieje się przy tych słowach:



Miejscami książka niesie przesłania uniwersalne, np. w tej zwrotce:


„Koalę” można zastąpić „mamusią” i już mamy hasło na makatki, na kubki, koszulki i na wywieszki na drzwi sypialni.

Mam nadzieję, że z czytania „Koali” będziecie mieli tyle radości co ja i moje dzieci :-)

Rafał Witek, Koala nie pozwala!, ilustracje Emilia Dziubak, wydawnictwo Bajka 2016


środa, 20 kwietnia 2016

Czy pamiętasz te książki?

Te książki to perełki. Nie sposób ich przeoczyć na półkach w księgarni. Na pierwszy rzut oka budzą ciepło w sercu, a chwilkę później eksplozję wspomnień. Pamiętam to wydanie! O rany! Też je miałam!...


Miłe wspomnienia osładzają teraźniejszość. Zmęczeni trudnościami, od których niczyje życie nie jest wolne, chętnie wracamy pamięcią do chwil szczęścia i beztroski. Czasem wystarczy drobiazg, by je przywołać. Książka z dzieciństwa to jeden z najmocniejszych magnesów przyciągających dobre wspomnienia. Ożywa w nas nie tylko treść książki, ale atmosfera wokół niej. Może czytała ją dla nas mama, może czytaliśmy ją z przyjacielem, może w domku na drzewie, może byliśmy wtedy zakochani, a może chorzy i opiekowano się nami bardzo troskliwie.

Wydawnictwa wychodzą naprzeciw tym, którzy lubią wspominać dobre chwile z książką sprzed lat (a kto nie lubi?). Wydawnictwo Widnokrąg przypomniało serię książek Stefana i Franciszki Themersonów i „Pucułkę i Pocopotka” Barbary Lewandowskiej, a wydawnictwo Muza wydaje książki z serii „Muzeum Książki Dziecięcej poleca”. To Muzeum istnieje naprawdę, jest działem specjalnym i czytelnią naukową Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy. Księgozbiór Muzeum Książki Dziecięcej liczy około 100 tysięcy woluminów. Są to polskie książki dla dzieci wydawane od 1801 roku do czasów najnowszych, polskie czasopisma dla dzieci, wybrane książki i czasopisma obcojęzyczne i inne.

Wydawnictwo Muza od 2013 r. przypomina współczesnym dzieciom wybrane dzieła, w których zaczytywali się ich rodzice i dziadkowie. Zastanawiałam się, kto jest adresatem tej serii – czy bardziej młodsi, czy jednak starsi czytelnicy. Małgorzata Czarzasty, redaktor naczelna wydawnictwa Muza, uważa, że jedni i drudzy:

- Odbiorcami są wszyscy, którzy pragną przekazać dzieciom wartościowe treści, pokazać inną stylistykę i oprawę graficzną niż jakże wszechobecne dzisiaj obłędnie kolorowe, niekoniecznie estetyczne i ładne ilustracje. Do grupy odbiorców zaliczają się dziadkowie i rodzice, którzy pamiętają te książki ze swojej młodości i czasów dzieciństwa i darzą je sentymentem. W końcu kto ma przekazać dzieciom te wartości, którym hołdujemy, czy przypomnieć historie, które nas inspirowały, jak nie rodzice i dziadkowie.

W doborze książek wydawnictwo kierowało się uniwersalnością przesłania i ponadczasowością języka.

- Tworząc serię „Muzeum Książki Dziecięcej poleca”, wychodziliśmy z założenia, że wartości przekazywane w tych historiach nigdy się nie zestarzeją. Za przykład może tu posłużyć „Leonek i lew” Wandy Chotomskiej, w którym jest mowa o poszukiwaniu w sobie prawdziwej odwagi. Ta budująca i dodająca siły opowieść została przetłumaczona na kilkanaście języków, znajdując odbiorców nie tylko u nas. - wyjaśnia Małgorzata Czarzasty.

 - Historyjki o Pannie Kreseczce, choć powstawały wiele lat temu, są ponadczasowe – język, którym zostały napisane, bawi tak jak dowcipy z Kabaretu Starszych Panów. Książka rozwija wyobraźnię, daje mnóstwo tematów do rozmowy z dziećmi, podrzuca pomysły, jak bawić się językiem, wymyślać swoje wierszyki czy słowa. Zresztą pełne humoru, zwariowane teksty Wandy Chotomskiej zawsze będą rozśmieszać i cieszyć, warto, by nasze dzieci je znały. To kanon polskiej poezji dla dzieci.

Książki z serii „Muzeum Książki Dziecięcej poleca” również uczą.

- Z „Przygód kropli wody” dzieci czerpią podstawową wiedzą przyrodniczą. Autorka przedstawia cały obieg wody, wszystkie jej stany skupienia. Po lekturze „Muzykalnego słonia” Wandy Chotomskiej najmłodsi będą znali nie tylko fortepian, gitarę i skrzypce, ale także altówkę, puzon czy fagot. Wspólnie z „Psem z ulicy Bałamutów” maluchy dowiedzą się, jak być bezpiecznym na drodze.

 - Odbiorcami książek z tej serii są więc wszyscy, którym zależy, by dzieci były ciekawe świata, otwarte; przedstawiane tematy pozostają aktualne i potrzebne dzieciom.

Zatem – wielka moc tych książek tkwi w uniwersalnym przesłaniu. Ilustracje to kolejny temat. Czy dzisiaj te książki mogą się podobać pod względem graficznym? Wszak jesteśmy (a szczególnie nasze dzieci) przyzwyczajeni do zupełnie innej stylistyki.

- To prawda, że dzieci są przyzwyczajone do zupełnie innej stylistyki i estetyki, wszędobylskiego różu i błyskotek – przyznaje redaktor naczelna - Nie mówię, że jest to złe, bo dziewczynki lubią błyskotki i każda pewnie przechodzi przez „różowy” okres w swoim życiu, zanim z wiekiem dojdzie do tego, co jest ładne, wartościowe i co lubi najbardziej. Jestem jednak zdania, że nigdy nie jest za późno na zmiany i zawsze warto pokazywać dzieciom różnorodne rzeczy i formy. To daje otwartość myślenia i postrzegania świata.

Warto zapoznać dzieci z klasyką ilustracji.

- W naszych książkach pojawiają się ilustracje jednego z twórców polskiej szkoły plakatu, Jana Lenicy („Cudowna broda Szacha” Anny Świrszczyńskiej, zbiór „Lokomotywa” Juliana Tuwima). Tekstom książek: „Panna Kreseczka”, „Pan Motorek”, „Chodzi mucha po globusie” towarzyszą fantastyczne ilustracje Bohdana Butenki, które jak zwykle zaskakują ponadczasowością stylu. To z kolei kanon ilustracji. Obecne techniki drukarskie pozwalają wzbogacić fakturę okładki. Lakierowane elementy czuć pod palcami i widać pod światło, więc dodajemy w książkach element sensoryczny, przez co działamy na zmysł wzroku i dotyku. Czasem ilustracje pozostają niedopowiedziane, w ten sposób zachęcając dzieci do uruchomienia wyobraźni. Mam nadzieję również, że zapraszają je do podjęcia własnych prób malarskich.

- Podczas targów książki nieraz zdarzyło nam się słyszeć entuzjazm dzieci na widok postaci Pana Motorka czy Panny Kreseczki. Z radością dowiadujemy się, że dzieci rozpoznają już serię i jej bohaterów.

Czy to oznacza, że książki są chętnie kupowane?

- Wręcz zaskoczył nas niezwykle entuzjastyczny odbiór i sprzedaż „Panny Kreseczki” - przyznaje Małgorzata Czarzasty - Tę książkę, jak i „Pana Motorka” szybko wznawialiśmy, mimo dużego pierwszego nakładu. Cieszy nas duże i niesłabnące zainteresowanie „Lokomotywą” czy „Słoniem Trąbalskim” w oryginalnej szacie graficznej. Już widać, że niedługo będziemy je wznawiać.

- Z perspektywy czasu widać, że warto było podjąć próbę przypomnienia czytelnikom tych książek – podsumowuje redaktor naczelna Muzy.

Gratuluję świetnej inicjatywy i czekam na kolejne książki z tej wartościowej serii.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Ojciec Leon o zwierzętach

Kto poznał osobiście ojca Leona Knabita, benedyktyna z Tyńca, ten wie, jaki to uroczy gawędziarz. Nakładem wydawnictwa Esprit ukazała się jego gawęda „Dlaczego żyrafa ma długą szyję?”

Nazwałabym tę książeczkę gawędziarskim aneksem do biblijnego opisu stworzenia świata. Ojciec Leon wychodzi od opowieści z Księgi Rodzaju i snuje własne refleksje o naszych braciach mniejszych, opowiada o swoich spotkaniach z wielbłądami, żyrafami, małpami i tygrysami, o psach i kotach, a nawet o myszkach i pająkach. Przytacza anegdotki, żarciki, rymuje. Z min i wyrazów pysków próbuje odczytywać charakter oraz inteligencję zwierzęcia, co może nie zawsze jest najlepszym pomysłem :-)

Sympatyczna książeczka, która przypomina dzieciom, że powinniśmy szanować zwierzęta, bo Pan Bóg kocha każde, nawet najmniejsze z nich (choć ojciec Leon zastanawia się, po co Stwórca powołał do istnienia komary. Już niedługo lato i to pytanie zadawać będzie sobie każdy z nas...)

Ojciec Leon Knabit, „Dlaczego żyrafa ma długą szyję?”, wydawnictwo Espit 2016


Gratka dla moich czytelników!
Dzięki uprzejmości Wydawcy mam dla Was egzemplarz książeczki. Proszę podać w komentarzu do tej notki dwa tytuły innych książek ojca Leona – innych niż „Dlaczego żyrafa...” :-) Kto pierwszy, ten wygrywa.

A kto nie wygra u mnie, ma dodatkową szansę u samego wydawcy:


"Wydawnictwo Esprit zaprasza wszystkie dzieci do wzięcia udziału w konkursie pod hasłem „Jestem przyjacielem zwierząt!”. Do wygrania egzemplarze książki „Dlaczego żyrafa ma długą szyję?” autorstwa o. Leona Knabita z podpisami samego Ojca Leona i... Żyrafy Klary!

Mały Czytelniku! Czy rozczulasz się na widok małego żuczka albo górskiego niedźwiadka? Czy przez całą zimę usychasz z tęsknoty za pięknymi bocianami? Może najlepiej czujesz się w towarzystwie swojego kudłatego psa lub kota? Albo uwielbiasz prowadzić długie rozmowy z mądralińską papugą? Jeśli jesteś przyjacielem zwierząt, a wierzymy, że tak jest, opowiedz nam o tym za pomocą rysunku, wyklejanki lub innej formy plastycznej (jesteśmy otwarci na propozycje!). Nie zapomnij także o przedstawieniu siebie. Zarówno my, jak i Żyrafa Klara, bardzo chcemy Cię poznać!

Konkurs trwa od 18 kwietnia do 6 maja br. Prace plastyczne prosimy przesyłać na adres:
ul. Przewóz 34 lok. 100, 30-716 Kraków. Z nadesłanych prac wspólnie z Klarą wybierzemy dwie, które nagrodzimy książkami! Wyniki ogłosimy 20 maja na naszej stronie na Facebooku.
Powodzenia!"


sobota, 16 kwietnia 2016

Losy brylantowego naszyjnika

Powieść Zenona Gierały to niezwykła podróż w czasie, która urzeka pieczołowitym odtworzeniem dawnych realiów, a opisana w niej historia trzyma w napięciu jak przygody Pana Samochodzika.

Śniatycze, wieś na Lubelszczyźnie, lata 50. XX wieku, grupa chłopców, dla których największym skarbem jest prawdziwy, stalowy haczyk na ryby. Są wśród nich dzieci bogatszych gospodarzy, którzy mają własnego konia, i biedniejszych, którzy wypożyczenie konia odpracowują na roli. Czas upływa w rytmie prac polowych i świąt kościelnych, od poranka do zmroku. Jest czas na szkołę, pracę, chłopięce zabawy i pierwszą miłość, a także niezwykłe przygody, zakończone odnalezieniem prawdziwych skarbów.

Autor opowiedział o życiu wiejskich dzieci sprzed 60 lat, z czasów, gdy na wsi nie było jeszcze elektryczności, zboże koszono ręcznie, a dla ochłody i ugaszenia pragnienia żniwiarze pili wodę ze studni, gdy do Polski trafiały dary „cioci UNRY”, a w szkole karano laniem. Dla naszych dzieci to bardzo egzotyczne realia, dla niektórych z nas dalekie, ledwo uchwytne migawki z dzieciństwa, dla naszych rodziców – opis ich wczesnych lat życia.

Przeczytałam tę powieść z niekłamanym zachwytem, odnajdując w niej moje ulubione detektywistyczne klimaty spod znaku Pana Samochodzika, czy może raczej „Szatana z siódmej klasy”. W opowieść o przygodach Wojtka, błyskotliwego chłopca z ubogiej rodziny, została wpleciona wielka historia – słynna bitwa z Rosjanami pod Komarowem w 1920 roku, którą pamiętają dobrze starsi mieszkańcy wsi. Autor zrobił to bardzo umiejętnie, przykuwając uwagę czytelnika bez zanudzania historycznymi szczegółami. Co więcej: historia na kartach tej powieści nie jest zbiorem suchych dat i faktów, które nikogo nie obchodzą, jest wciąż żywa, jest częścią teraźniejszości Śniatycz. Historia i obrzędowość, oparta na przedziwnej mieszance katolicyzmu i wiary w liczne gusła i zabobony, to dwie drugoplanowe bohaterki powieści.

Książka jest napisana świetnie, czyta się bardzo dobrze i szybko nabiera sympatii do głównego bohatera, kibicując mu w kolejnych przedsięwzięciach. „Tajemnica starej cerkwi” to lektura dla trzech pokoleń.

Zenon Gierała, Tajemnica starej cerkwi, wydawnictwo Jedność 2015

czwartek, 14 kwietnia 2016

Tyle uczuć w małej Myszce!

W jednej z części „Harry'ego Pottera” jest scena, w której Hermiona wyjaśnia Harry'emu i Ronowi uczucia miotające ich koleżanką. Dziewczyna właśnie straciła ukochanego, ale podoba się jej Harry i nie umie tego pogodzić, więc głównie ucieka i płacze.

Trawi ją tęsknota za zmarłym, a jednocześnie radość, że Harry jest blisko, ale z powodu tej radości czuje się jeszcze gorzej, bo przygniata ją poczucie winy, że sprzeniewierza się uczuciu do poprzedniego chłopaka. Taka normalna mieszanka kobiecych uczuć. Chłopcy patrzą na Hermionę z niedowierzaniem, wreszcie Ron mówi coś w stylu: „To niemożliwe, żeby ona to wszystko czuła, przecież tyle uczuć by ją rozsadziło!”

Przytaczam ten fragment (z pamięci), bo przypomniał mi się, kiedy czytałam Wojtusiowi „Myszkę” Doroty Gellner. „Myszka” jest bowiem o uczuciach, które targają malutkim zwierzątkiem i to często są bardzo trudne emocje, takie jak strach, złość czy rozpacz. Myszka przeżywa je wszystkie bardzo silnie, od czubka nosa po koniuszek ogonka – jak każde małe dziecko. Tylko dziecko? A skąd. Dorosłych także porywa fala smutku czy złości, także snujemy się w „zasmuconych kapciuszkach”, płaczemy ze złości, tęsknimy i rozpaczamy.

Bardzo podoba mi się ta książeczka. Jest szalenie ważna, bo uczucia, szczególnie te trudne, odbierane negatywnie, nieakceptowane społecznie, to jedna z ważniejszych rzeczy do przepracowania z dzieckiem, do przepracowania w sobie. Warto poczytać „Myszkę” razem z dzieckiem, nawet całkiem wyrośniętym kilkulatkiem, i opowiedzieć sobie nawzajem: czego się boimy? Co nas złości? Co nas śmieszy? Kiedy się wstydzimy? Kogo i co kochamy tak bardzo, aż promieniejemy?

Przyjęło się, że największą cnotą jest powściągliwość – mityczny złoty środek, praktycznie nieosiągalna równowaga: należy śmiać się półgębkiem, szlochać tylko w poduszkę, nie okazywać „za bardzo”, że się kogoś kocha. Dorosły spontanicznie okazujący, co czuje, jest traktowany jak co najmniej dziwak. Tego wszystkiego uczymy nasze dzieci, a one, na przekór, uczą nas czegoś zupełnie innego: jak śmiać się, to do rozpuku, jak rozpaczać, to do ochrypnięcia i do wylania ostatniej łzy.

„Myszka”, ślicznie zilustrowana przez Dobrosławę Rurańską, powinna stać na każdej dziecięcej półeczce. Polecam Wam serdecznie tę lekturę i okazywanie uczuć :-)

Dorota Gellner, Myszka, ilustracje Dobrosława Rurańska, wydawnictwo Bajka 2016

środa, 13 kwietnia 2016

Tajemnica ostatniego króla Polski

Olaf wpadł w tarapaty na lekcji historii. Za wejście do klasy w mokrych śniegowcach został ukarany mandatem: na następnej lekcji miał przedstawić referat o stroju koronacyjnym Stanisława Augusta.

Lena, wierna siostra bliźniaczka, postanowiła pomóc bratu zdobyć potrzebne informacje i tak zaczęła się ich niezwykła przygoda z historią w tle.

Czego tu nie ma! Zwiedzanie Łazienek w czasie śnieżycy, przy świecach, postaci schodzące z obrazów, tajemniczy zegar, podróż w czasie, odwiedziny na królewskim dworze w pełnych emocji chwilach zagadkowego porwania Stanisława Augusta, a także niezwykle plastyczny i wręcz bijący po... nosie obraz ówczesnej Warszawy, w której nikt nie słyszał o kanalizacji, a nieczystości wylewano wprost do Wisły. Co więcej, okazuje się, że nie tylko Lena i Olaf przenieśli się w czasie: jest tu ktoś, kto chce zmienić bieg historii.

Czy Olafowi uda się powstrzymać zamachowca? Czy zdąży w tydzień rozwiązać zagadkę stroju koronacyjnego ostatniego władcy Polski? Fabuła jest bardzo intrygująca i trzyma w napięciu, a bogactwo historycznych szczegółów wręcz kipi. Podane są w taki sposób, że zapadają w pamięć każdemu czytelnikowi. Sama opowieść o słynnych obiadach czwartkowych godna jest wzmianki: do picia król serwował swoim gościom głównie wodę, a jedynymi kobietami obecnymi na tych spotkaniach były wykute z kamienia Muzy. Złośliwi odnaleźli nawet analogię między obiadami, które były jednymi z ostatnich akordów Rzeczpospolitej, a Ostatnią Wieczerzą,

Warto przeczytać tę książkę dla radości odkrywania sekretów historii, dla delektowania się bardzo plastycznie odtworzoną przeszłością, a także po to, by się przekonać, że historia, często traktowana jako nudny szkolny przedmiot, to w gruncie rzeczy fascynująca opowieść o ludziach takich jak my, żyjących w zupełnie innych czasach.

Michał Wójcik, Porwanie króla czyli Olaf i Lena na tropie, ilustracje Wojciech Ignaciuk, wydawnictwo druganoga 2016

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Co ukraść z muzeum, żeby zaimponować kolegom?

Film „Noc w muzeum” powinien być nakręcony na podstawie tej książki. To dopiero byłby przebój!


Janek założył się z kolegami, że ukradnie coś z Muzeum Narodowego. Wciągnął w to młodszego brata Stefka, który wcale nie miał ochoty, jednak solidarność braterska zwyciężyła. Zaangażował także dziadka, emerytowanego muzealnika, sprzedając mu bajeczkę, jak to chce napisać sensacyjne opowiadanie o nocnym włamaniu do świątyni sztuki. Dziadek, który do tej pory jakoś nie mógł namówić chłopców do zwiedzenia muzeum, zapalił się do pomysłu i opracował szczegółowo plan. W piątkowy wieczór wszyscy trzej ruszyli do akcji...

Nocna przygoda, opisana świetnie, lekko i wciągająco, staje się pretekstem do opowiedzenia o największych skarbach, znajdujących się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Bohaterami książki autorka uczyniła m.in. „Bitwę pod Grunwaldem” Matejki, cudem uratowaną przed zrabowaniem w czasie II wojny światowej, „Pomarańczarkę” Gierymskiego, która, zaginiona w czasie wojny, dopiero kilka lat temu wróciła do Polski i obrazy Canaletta, które pomogły w odbudowie zrujnowanej stolicy.

Zabawna, trzymająca w napięciu i zaskakująca książka Agaty Loth-Ignaciuk z ilustracjami Bartka Ignaciuka ukazała się nakładem wydawnictwa druganoga. To nowy, obiecujący gracz na rynku wydawniczym. Ich książki są osadzone w historii i sztuce, są też pięknie wydane: reprodukcje dzieł sztuki w połączeniu z komiksowymi ilustracjami dają świetny efekt, przybliżają dzieciom wielką sztukę i zachęcają do zainteresowania się nią.

Polecam wszystkim, którzy interesują się sztuką i tym, którzy chcieliby zainteresować nią młodych czytelników.

Agata Loth-Ignaciuk, Draka w muzeum, ilustracje Bartek Ignaciuk, wydawnictwo druganoga 201
6