
Przytaczam ten fragment (z pamięci), bo przypomniał mi się, kiedy czytałam Wojtusiowi „Myszkę” Doroty Gellner. „Myszka” jest bowiem o uczuciach, które targają malutkim zwierzątkiem i to często są bardzo trudne emocje, takie jak strach, złość czy rozpacz. Myszka przeżywa je wszystkie bardzo silnie, od czubka nosa po koniuszek ogonka – jak każde małe dziecko. Tylko dziecko? A skąd. Dorosłych także porywa fala smutku czy złości, także snujemy się w „zasmuconych kapciuszkach”, płaczemy ze złości, tęsknimy i rozpaczamy.
Bardzo podoba mi się ta książeczka. Jest szalenie ważna, bo uczucia, szczególnie te trudne, odbierane negatywnie, nieakceptowane społecznie, to jedna z ważniejszych rzeczy do przepracowania z dzieckiem, do przepracowania w sobie. Warto poczytać „Myszkę” razem z dzieckiem, nawet całkiem wyrośniętym kilkulatkiem, i opowiedzieć sobie nawzajem: czego się boimy? Co nas złości? Co nas śmieszy? Kiedy się wstydzimy? Kogo i co kochamy tak bardzo, aż promieniejemy?
Przyjęło się, że największą cnotą jest powściągliwość – mityczny złoty środek, praktycznie nieosiągalna równowaga: należy śmiać się półgębkiem, szlochać tylko w poduszkę, nie okazywać „za bardzo”, że się kogoś kocha. Dorosły spontanicznie okazujący, co czuje, jest traktowany jak co najmniej dziwak. Tego wszystkiego uczymy nasze dzieci, a one, na przekór, uczą nas czegoś zupełnie innego: jak śmiać się, to do rozpuku, jak rozpaczać, to do ochrypnięcia i do wylania ostatniej łzy.
„Myszka”, ślicznie zilustrowana przez Dobrosławę Rurańską, powinna stać na każdej dziecięcej półeczce. Polecam Wam serdecznie tę lekturę i okazywanie uczuć :-)
Dorota Gellner, Myszka, ilustracje Dobrosława Rurańska, wydawnictwo Bajka 2016
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz