środa, 2 listopada 2011

Gdziekolwiek jestem – jest i Miś

Książki w pokoju moich dzieci zajmują osiem półek. Na najniższej zawsze były książki do samodzielnego czytania, mamlania i obgryzania, czyli głównie z grubego kartonu. Jakiś czas temu kartonowe zniknęły, na ich miejscu pojawiły się te ze zwykłymi kartkami. Zawartość podręcznej póki wymieniam co jakiś czas, a podczas takich książkowych przeprowadzek zawsze znajdzie się jakiś skarb.

Tym razem trafiłam na zbiór wierszy „Puchatek no i ja” autora „Kubusia Puchatka”, z kubusiowymi ilustracjami Ernesta H. Shephada, w brawurowym przekładzie Michała Rusinka. Ktokolwiek zetknął się z wierszami Słynnego Sekretarza*, tego nie trzeba przekonywać do jakości jego rymów. Rusinek pisze żartobliwie, z przymrużeniem oka, a z językiem wyprawia takie sztuczki, że buty spadają i czapki z głów. Bezwarunkowo zasługuje na tytuł Pierwszego Figlarza Polszczyzny, oczywiście gdyby taki przyznawano.

Jakie znacie rymy do mysz? Kysz, ryż, czyż? A co powiecie na „ogromnyż”? Mnie by do głowy nie przyszło, a Rusinkowi i owszem. Słowne łamańce, ogromne poczucie humoru, wirtuozeria  i finezja – taki jest zbiór wdzięcznych wierszy w jego przekładzie. Godny to następca genialnego Barańczaka.

Wierszyki A.A. Milne to miłe i wpadające w ucho opowieści o kolejce ze sznurkowym hamulcem, o wyścigu dwóch kropel deszczu spływających po szybie, o złym lordzie Zbi-Gniewie, o śniadaniu króla, o Krzysiu i o Puchatku, naturalnie. Czytam je dzieciom już kolejny raz, w zachwycie, że są tak dobrze napisane i że jest w nich puchatkowy klimat, bezcenny dla małych, a może nawet szczególnie dla dużych wielbicieli Misia o Bardzo Małym Rozumku.

UPDATE 16 listopada: Karolina uświadomiła mi wczoraj, że ten zbiór to nowe wydanie w nowym tłumaczeniu "Wierszy dla Krzysia".

A.A. Milne, Puchatek no i ja, kolekcja wierszy, Egmont 2006.


*Michał Rusinek jest sekretarzem Wisławy Szymborskiej.

2 komentarze: